niedziela, 26 marca 2017


Z niczego :-)

"Był sobie słoń, wielki - jak słoń...
Słoniową miał głowę
I nogi słoniowe, 
I kły z prawdziwej kości słoniowej, 
I trąbę, która wspaniale kręcił.."



Czasem siedząc na kanapie odczuwam "zespół niespokojnych rąk" czyli nosi mnie. Nosiło, nosiło aż w końcu powstały słonie - a raczej małe stadko słoników. 

sobota, 11 marca 2017

Mięciutko

Po uszyciu pierwszej poduszki - podarowałam ją Małemu Brzdącowi. Nie widziałam, ale wg słów jego Taty Mały zabrał do jednej reki podusię, do drugiej Hipka...i tyle go widzieli :-) I dobrze! o to przecież chodziło, żeby zrobić Brzdącowi przyjemność....a jeśli się podobało - to dla mnie sama radość.
A skoro pierwsza już opuściła dom - to powstały następne :-)





niedziela, 13 listopada 2016

Duszniki Zdrój

My, Polskolubni, jak często nam się zdarza, spędzaliśmy tegoroczne wakacje na Dolnym Śląsku. To takie nasze miejsce na ziemi J
Tym razem spotkaliśmy w Dusznikach Artystów i cudnego trzpiota – Milę. Mila urzekła nas całą sobą a przede wszystkim tym, że Mała Artystka okazała się być Świetnym Małym Człowiekiem o wielkim serduszku. Niestety to wcale nie takie oczywiste, że dzieciak myśli przede wszystkim o drugim człowieku, który potrzebuje więcej niż inni. BARDZO nas tym ujęła…więc jedna Tosia powędrowała do Mili. My z kolei mamy w domu zastrzyk optymizmu – obraz Pani Sylwii Gromackiej –Staśko „Przyjaciele”.

Od początki kiedy go zobaczyliśmy – skradł naszą uwagę J i od pierwszej chwili miałam w głowie pomysł na poduszkę.







Poduszka nazywa się "Blue way", jest jedną z trzech w serii; ma wymiary 40 x 40 cm i suwak.

Sylwia Gromacka-Staśko "Przyjaciele"

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Spacerkiem :-)




Rok szkolny za nami, już luzik , nie trzeba sprawdzać tornistra Młodego ani zadań z matmy Młodej…czyli nie tylko uczniaki cieszą się z wakacji – ja też :-). Wreszcie mogliśmy wyjść do lasu bez myślenia co trzeba zrobić potem…krok za krokiem, trochę bezmyślnie – jak nogi poniosą. Wyciągam aparat – uwielbiam patrzeć, kiedy nagle wszystkim wyostrza się wzrok – Młoda ściga się z Małym i co chwilę wywołują jakieś zauważone „cuda”….a Duży buszuje brzegiem lasu…i też wypatruje…tacy POSZUKIWACZE – MOI

 
 


A mnie to cieszy, że moi Najbliżsi WIDZĄ jaki piękny świat dokoła, jakie barwy ma zwykły las… 
 



Ja tymczasem  - opowiem historię Hipka. Pierwszy Hipek powstał bardzo dawno temu, na stancji studenckiej, gdzieś między całkami a równaniami chemicznymi. Uszyłam go dla świetnego małego chłopca, syna gospodarzy, na urodziny. Hipek skradł serduszko chłopca tak bardzo, że….będąc pierwszakiem – w tajemnicy przed wszystkimi, pakował go do tornistra i zabierał ze sobą do szkoły. Kiedy się wydało, że hipek też jest uczniem – mały chłopiec trochę się zawstydził…ale dalej zabierał ze sobą przyjaciela…podobno po latach został przekazany małej dziewczynce w tej rodzinie. Ja z kolei, też po latach, uszyłam takiego hipka dla innego małego chłopca…podobno bardzo się lubią :-).



 

 
 



czwartek, 19 listopada 2015

Jak sikorki :-)



Pamiętam taki widok – kilka małych dziewczynek – tak „na oko” przedział 5-7 lat. Siedzą przed blokiem , na kocyku – głowa przy głowie i „się namawiają”. Jakież to wielkie tajemnice przekazują te właścicielki warkoczyków, kokardek i mysich ogonków? Co się takiego podziało, że trzeba cichutko przekazać koleżankom „na ucho”?


Zawsze wtedy przychodzą mi na myśl – sikorki. Mogłabym bez końca patrzeć jak przylatują do naszej balkonowej stołówki, wzajemnie się przeganiają, żeby tylko dostać się do smacznych kąsków, przechylają swoje niebieskie główki i czujnie się rozglądają. Mały, nawet jak buduje na podłodze z klocków to uważa, żeby nie trącać firanki i nie spłoszyć ptaszków…a Duży trochę marudzi, że śmiecą paskudy…ale sam też chętnie spogląda, co też wyprawiają małe figlarki.




poniedziałek, 26 października 2015

Moja ulubiona pora roku - JESIEŃ



W górach jest wszystko co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka…”

                           Jerzy Harasymowicz

Dla tych co nie mogą usiedzieć w domu, dla tych, których „nosi”- azymut schronisko ”Chata  pod Cyrlą”, niby nie wysoko a jednak Mały już po kilku minutach zadaje pytanie:
-Mamusiu – daleko jeszcze?
-Jeszcze trochę, zobacz jak pięknie – uśmiech nr siedem, siła jest- maszerujemy dalej

.................................................…20 min. później................................................................
- Mamusiu, ale zmęczony jestem trochę
- Dasz radę! Kto jak nie ty! trzy oddechy, trzy uśmiechy – zasuwamy dalej :-)

-Kurka, czy to co ja widzę to dalsza droga, aż tam za zakręt? na pewno się zgubiliśmy!
- Idziesz czy wracamy, poważnie! – Duży to głos odpowiedzialności i rozsądku
- No jak wracamy? ja wracam?? W ŻYCIU! Co by Mały pomyślał, że ma matkę mięczaka?

…Schronisko „Chata pod Cyrlą” …znajomy Nauczyciel, znajoma Nauczycielka – Duży ich zna a ja nie …ale to nie prawda – za chwilę Nauczycielka okazuje się być Ciotką, obiad paruje, Mały wymiata ogórkową, poprawia kiełbasą „Po Łabowsku”, My delektujemy się nalewką Ciotki – psisko się łasi, kocisko łaskawie daje się fotografować Małemu …. JAK TU DOBRZE…. znamy się chyba jednak „od zawsze”. WRÓCIMY tu na pewno!
 
***
Żeby choć trochę wrócić „pod Cyrlę” wychodzimy z domu - idziemy na spacer, u nas w lesie też jest pięknie…